Pomorskie Forum Eksploracyjne

Poszukiwacze skarbów są dla nas niczym... niczym bracia! ;)
Dzisiaj jest 19 sty 2017, 14:03

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 36 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
Post: 16 sty 2005, 22:42 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 lis 2004, 01:49
Posty: 134
Lokalizacja: Sopot
Mam pewną niewyjaśnioną kwestię. Chodzi mi o to, że nie mogę znaleźć i to nigdzie kierunku głównego natarcia w lasach oliwskich. Wiem że ktoś tam atakował w Dolinie Świeżej Wody, ktoś w Dolinie Czystej Wody, a jeszcze inne źródła podają o walkach w Dolinie Radości. Problem w tym, który kierunek został przełamany, z tego co wiem to w Dolinie Czystej Wody na pd od Młyna Prochowego. Jeżeli macie jakieś wiadomości na ten temat to może się podzielicie :?:


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
Post: 23 sty 2005, 19:04 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 24 lis 2004, 09:58
Posty: 116
Lokalizacja: Osowa-Gdynia
Cześć Tebe !

Jak sądzę na podstawie moich, niestety dość ograniczonych źródeł informacji, to Rosjanom nie udało się przełamać obrony jednostek niemieckich w okolicy Doliny Radości i Renuszewa.

Przełamanie nastąpiło bardziej na północ w okolicy lasów na zachód od Sopotu (Wielka Gwiazda). Także przecięcie niemieckich linii na wysokości Bernardowa i dotarcie do morza oraz dalsze posuwanie się Rosjan wzdłuż linii Sopot – Gdańsk, szczególnie po zdobyciu Sopotu i sąsiadujących z nią wzgórz, groziło odcięciem i okrążeniem oddziałów broniących tych pozycji co spowodowało ich wycofanie się z bronionych pozycji.

Na marginesie, chciałbym zauważyć że niezrozumiałe dla mnie jest tutaj zachowanie się niektórych uczestników tego forum, którzy, jak widać z fragmentarycznych informacji które publikują w swoich postach, posiadają dostęp do bardzo szczegółowych źródeł informacji o omawianych tu wydarzeniach, ale pomimo licznych próśb odmawiają ich ujawnienia.
Mam tu na myśli szczególnie Beaviso, który imponuje mi swoją niesamowitą, szczegółową znajomością realiów tego okresu, a który z nonszalancją zbliżoną do arogancji, nie odpowiada na prośby innych forumowiczów.
Może planuje odpłatne ich udostępnianie ???

Wydawało mi sie że celem uczestników tego forum jest propagowanie, wymiana i popularyzowanie wszelkich, szczególnie tych dotychczas niedostępnych, informacji o interesujacych nas okresie dziejów .....
Jak widać nie wszyscy podzielają ten pogląd...

Ja jednak nie mam takich zamiarów i w związku z tym pozwalam sobie zamieścić poniżej kilka zeskanowanych stron z publikacji Edmunda Kosiarza pt. „Wyzwolenie Polski Północnej 1945” które opisują wydarzenia będące tematem tego forum, a które nie występują w spisie literatury podanych przez autora forum.

Oczywiście, z naszego współczesnego punktu widzenia są to relacje jednostronne i często niezupełnie przystające do obecnej oceny omawianych wydarzeń ale jednak z uwagi na możliwość wniesienia nowych, nieznanych dotychczas faktów pozwalam je sobie zamieścić...


Mam nadzieję że nie łamię tu praw autorskich......

Pozdrawiam........

Obrona niemiecka w rejonie Gdyni i Gdańska

W latach wojny Gdynia i Gdańsk odgrywały olbrzymią rolę w gospodarce hitlerowskiej, przede wszystkim w hitlerowskim przemyśle okrętowym. Miasta te przekształcone zostały w morskie bazy wojenne hitlerowskiej Kriegsmarine, tej ważności co Wilhelmshaven, Cuxhaven, Ki-lonia i Hamburg. W porcie i na redzie Gdyni przebywały największe okręty, łącznie z ,,Bismarckiem" do czasu jego zatopienia. Stocznia gdyńska, będąca w czasie wojny filią kilońskich zakładów „Deutsche Werke
1 Cyt. wg B. Czarnecki, Fali Weiss. Warszawa 1961, s. 172,
Kiedy stała się nie tylko bazą remontową okrętów nawodnych i podwodnych, ale produkowała także sekcje kadłubów okrętów podwodnych. Gdynia była także bazą szkoleniową hitlerowskich okrętów podwodnych. Gdańsk spełniał podobną rolę. Znajdujące się w nim stocznie „Danziger Werft" i ,,Werft Schichau" budowały okręty podwodne i silniki do nich, kutry torpedowe, transportowce i inne mniejsze okręty.
Wiosną 1945 r. Gdynia i Gdańsk straciły częściowo swe znaczenie jako ośrodki produkcyjne, ale dowództwo hitlerowskie starało się je za wszelką cenę utrzymać jako bazy morskie. W oparciu o stworzony system umocnień obronnych i siłami 2 armii niemieckiej starano się związać walką możliwie dużą ilość wojsk radzieckich, a Flocie Bałtyckiej ZSRR uniemożliwić operowanie przy południowych wybrzeżach Bałtyku. Gdynia i Gdańsk spełniały także ważną rolę w utrzymywaniu łączności z okrążonymi zgrupowaniami wojsk niemieckich w Kurlandii i w rejonie Królewca, a także z portami na zachód od Odry.
Dowództwo hitlerowskie, zdając sobie sprawę z ważności obu baz, przygotowało je do długotrwałej obrony. Warunki terenowe sprzyjały zorganizowaniu takiej obrony, zwłaszcza w rejonie Gdyni. Od północnego zachodu, z Wejherowa przez Rumie prowadzi do Gdyni jedyna droga i linia kolejowa. Wojska radzieckie i polskie do 13 marca podeszły w rejon Rumii, oddalonej od Gdyni o około 12 km. Odcinek był krótki, ale bardzo trudny do przebycia. Od południowego zachodu drogę na całej jej długości, otaczają lesiste i stfome wzgórza, prawie niedostępne dla wojsk zmechanizowanych. Po drugiej stronie drogi, od północnego zachodu otaczają Gdynię Mostowe Błota i bagnisty teren Białej Rzeki. Łąki b torfiastym, mokrym podłożu ciągną się od Rumii obok Cisowy, Chyloni!, Pogórza i Obłuża do portu gdyńskiego. Linia ich, o szerokości od 3 do 6 km, poprzecinana do tego licznymi rowami melioracyjnymi i strumykami, otacza Kępę Oksywską i broni dostępu do Gdyni. Na drodze prowadzącej z Rumii znajdują się natomiast osiedla, które przekształcone zostały w punkty oporu. Od wschodu otacza Gdynię morze, a od zachodu bezdrożne niemal górzyste lasy. Od południowego zachodu, z Chwaszczyna przez Wielki Kack prowadzi do Gdyni droga, ale i ona przebiega przez górzysto-lesiste, łatwe do zorganizowania obrony tereny. Dogodne do obrony warunki terenowe Gdyni dostrzegało we wrześniu 1939 r. dowództwo polskie i choć wówczas siły polskie były zbyt szczupłe, skutecznie przeciwstawiały się przeważającym wojskom hitlerowskim w rejonie Gdyni przez 14 dni, a na Kępie Oksywskiej przez 19 dni.
Dowództwo hitlerowskie zorganizowało w rejonie Gdyni tzw. gdyński rejon umocniony, budując na przedmieściach miasta wiele żelbetowych bunkrów i schronów drewniano-ziemnych, kilka linii transzei i rowy przeciwczołgowę, a na okolicznych wzgórzach ustawiając liczne karabiny maszynowe, działa polowe i przeciwpancerne, a nawet okopując działa pancerne i przeciwlotnicze, przystosowane do prowadzenia ognia do celów naziemnych.
Gdyński rejon umocniony składał się z dwóch pasów obrony. Pierwszy przebiegał w odległości 12—16 km od miasta, w rejonie na południe od Sopotu, przez Chwaszczyno, Koleczkowo, Redę i w rejonie Rewy dochodził do wybrzeża Zatoki Puckiej. Składał się on z dwóch pozycji obronnych, mających pięć linii transzei, a szerokość jego wynosiła od 3 do 5 km. Drugi pas obrony wybudowany został w odległości 5—7 km od Gdyni, a przedni jego skraj rozpoczynał się w rejonie na południe od Kolibek i przebiegał przez Wiczlino i Janowe. Miał on trzy linie transzei a na każdym kilometrze 4—5 bunkrów żelbetowych bądź drewniano-ziemnych schronów bojowych. Między Koleczkowem a Wielkim Kac-kiem wybudowana została pozycja ryglowa, łącząca oba pasy obronne. Samo miasto również przygotowane zostało do długotrwałej obrony, zwłaszcza w rejonie Redłowa i portu. Na redłowskich wzgórzach znajdowały się liczne stanowiska artylerii. W południowej części przedmieść, wzdłuż torów kolejowych prowadzących z Gdańska do Gdyni, znajdowały się mocne, stojące zresztą do dziś żelbetowe bunkry. Ulice i place Cisowy, Chyloni!, Grabówka i śródmieścia zostały zabarykadowane, poprzecinane licznymi okopami i usiane stanowiskami ogniowymi artylerii i karabinów maszynowych, a także przygotowanymi ukryciami dla niszczycieli czołgów. Do walk przygotowano również budynki. W przypadku konieczności opuszczenia Gdyni, do obrony przygotowana została Kępa Oksywska. Wokół niej biegł trzeci pas obrony przez miejscowości Oksywie, Obłuże, Kazimierz, Rewa. Pas ten miał zabezpieczyć ewakuację wojsk na Półwysep Helski.
Drugi rejon umocniony znajdował się w okolicach Gdańska. Od południowego wschodu opierał się on o podmokłe tereny Żuław, a od zachodu, w rejonie Oliwy i Wrzeszcza o górzyste tereny lesiste. W rejonie Gdańska dowództwo hitlerowskie wykorzystało do obrony stare forty i mury fortyfikacyjne, a także wybudowało wiele bunkrów żelbetowych i umocnień typu polowego, m. in. transzeje, schrony bojowe, stworzyło różnego rodzaju przeszkody przeciw piechocie i przeciwczoł-gowe. Gdański rejon umocniony składał się także z dwóch pasów obronnych. Pierwszy, o głębokości około 3—5 km, przebiegał w odległości od 3 do 30 km od miasta, w rejonie miejscowości Błonie w pobliżu Martwej Wisły, przez Olszynkę dochodził do wschodniego skraju Orunii i dalej na południe do Pruszcza, a następnie skręcał na zachód i północny zachód wzdłuż Raduni, poprzez Dolne Kolbudy, dochodząc w pobliże Zukowa do miejscowości Leźno. Tam zawracał w kierunku północno-wschodnim, dochodząc w rejonie Jelitkowa do brzegu Zatoki Gdańskiej. Pas ten składał się z pięciu linii transzei, licznych schronów i innych umocnień typu polowego. Drugi pas obrony przebiegał w odległości 5—7 km od miasta, a składał się z trzech pozycji obronnych. Pierwsza z nich łączyła się z pierwszym pasem umocnień w rejonie na południe od Bąkowa i biegła w kierunku północnym, frontem na zachód, przez Kiełpinek i zachodni skraj Oliwy, gdzie znów łączyła się z pierwszym pasem obrony. Pozycja ta miała od 2 do 4 linii transzei, a głębokość jej wynosiła 1,5—2,5 km. Druga pozycja obronna otaczała pierścieniem samo miasto, rozpoczynając się na południu Starego Miasta i biegnąc przez Chełm, Łubów, a następnie między Wrzeszczem i Oliwą dochodziła do wybrzeża Zatoki Gdańskiej. Trzecią pozycję obronną tworzyły skrajne zabudowania Gdańska i Wrzeszcza.
Gdyński i gdański rejony umocnione łączyły się niemal w jedną całość. Aby zabezpieczyć ich styki, między Żukowem a Koleczkowem wybudowano dodatkową pozycję obronną, mającą trzy linie transzei. W odległości 4—5 km od niej stworzono jeszcze jedną pozycję obronną, mającą dwie linie transzei w rejonie miejscowości Rębiechowo—Chwaszczyno i jedną transzeję na linii Barniewice—Osowa. Pozycje te wzmocniono polami minowymi.

Siły niemieckie w rejonie Gdyni i Gdańska
Pod wieczór 13 marca linia frontu w rejonie Gdańska i Gdyni zaczynała się w rejonie ujścia Linawy do Zalewu Wiślanego, przechodziła w rejonie Tujska i Jeziernika na Żuławach i wzdłuż Wisły dochodziła do miejscowości Boręta. Stąd skręcała na zachód, przebiegając w rejonie miejscowości Miłobądz, Kolnik, Ulkowy, Kaczki i dalej w kierunku północnym, przez Dolne Kolbudy, Banino, Wiczlino i Janowo, dochodziła do Mechelinek nad Zatoką Pucką.
Rejonu gdańsko—gdyńskiego broniły wojska 2 armii niemieckiej,, którym udało się do tej pory uniknąć rozbicia. Na południe od Gdańska, w rejonie od Wisły do Dolnych Kolbud, broniły się 83, 23, 7, 35 i 337 dywizje piechoty z 18 korpusu górskiego i 23 korpusu armijnego, 549 dywizja Yoikssturmu, grupa bojowa „HumpeU" i jednostki 31 dywizji piechoty z 27 korpusu armijnego. Na odcinku od Dolnych Kolbud do Leźna pozycje obronne zajmowały oddziały 251 dywizji piechoty i 12 dywizji lotniczej 27 korpusu armijnego, wzmocnione 2 batalionami karnymi.1 W rejonie od Leźna do Janowa obronę zajmowały 25, 73, 227, 389 i 215 dywizje piechoty, 4 dywizja pancerna i l grupa bojowa — wszystkie ze składu 46 korpusu pancernego, którego dowództwu podporządkowany był także garnizon gdyński. Odcinka od Janowa do Mechelinek broniły jednostki 7 korpusu pancernego w składzie 7 dywizji pancernej, 32 dywizji
1 Kompanie i bataliony karne były specjalnymi oddziałami, do których kierowano żołnierzy za różnego rodzaju cięższe przewinienia. Rygor wojskowy w tych oddziałach był zaostrzony, a na froncie kierowano je zazwyczaj na najcięższe odcinki walk. Żołnierz wyróżniony w walce bądź ranny zostawał zrehabilitowany i najczęściej przenoszony do normalnej jednostki.
202

piechoty i 4 grupy pancernej SS. Ponadto na Helu broniła się 61 dywizja z 55 korpusu armijnego, jednostki obrony nadbrzeżnej i inne mniejsze oddziały z jednostek rozbitych w rejonie Słupska i Lęborka. 55 korpus odcięty został na lądzie od głównych sił 2 armii, ale utrzymywał z nimi łączność drogą morską.
Łącznie w rejonie Gdańska, Gdyni i na Helu broniło się 16 dywizji piechoty, 2 dywizje pancerne, 3 grupy bojowe i liczne mniejsze jednostki. Choć nie były to już dywizje pełnowartościowe, gdyż poniosły duże straty w poprzednich walkach, całkowite rozbicie ich nie należało do spraw łatwych, broniły się bowiem na stosunkowo małym obszarze, którego długość linii frontu wynosiła zaledwie około 50 km. Stan i wyposażenie tych dywizji trudne są do ustalenia. Z jednej strony 2 armia niemiecka w pierwszej połowie marca poniosła duże straty, z drugiej jednak została zasilona niektórymi oddziałami 4 armii niemieckiej, które znalazły się w rejonie Żuław i na Mierzei Wiślanej. Ponadto stan jej uzupełniano pospiesznie organizowanymi oddziałami Volkssturmu. Orientacyjnie można przyjąć, iż w rejonie Gdańska, Gdyni i na Helu w połowie marca 1945 r. broniło się około 200 tyś. żołnierzy.1 Wojska te dysponowały około 180 bateriami artylerii polowej, nadbrzeżnej, przeciwpancernej i przeciwlotniczej oraz moździerzy, liczącymi łącznie około l 800 dział i moździerzy, około 590 czołgami i działami pancernymi, ponad 100 samolotami, kilkoma tysiącami karabinów maszynowych, dużymi ilościami panzerfaustów i innych rodzajów uzbrojenia. Ponadto od strony morza wspierały je ogniem artyleryjskim pancerniki „kieszonkowe" ,,Lut-zow" i „Admirał Scheer", okręt liniowy „Schlesien", ciężkie krążowniki „Prinz Eugen" i „Admirał Hipper", krążownik „Leipzig", niszczyciele
1 Liczba ta jest orientacyjna. Autorzy zachodnioniemieccy unikają podawania rzeczywistego stanu wojsk hitlerowskich w re Jonie Zatoki Gdańskiej, chętnie natomiast przytaczają liczby dotyczące ewakuacji wojsk z tego rejonu. C. Bekker podaje, iż w okresie od końca stycznia do końca kwietnia ewakuowano z rejonu Gdyni, Gdańska i Helu około 300 tyś. żołnierzy rannych i zdolnych do walki oraz około 900 tyś. ludności cywilnej (uciekinierów), a ponadto od 2 do 8 maja dodatkowo 85 tyś. ludzi. Autor szwajcarski J. Meister podaje natomiast, że do 4 maja ewakuowano 225 tyś. żołnierzy, z tego 150 tyś. z Helu i resztę z rejonu ujścia Wisły. Wynikałoby z tego, że w rejonie Zatoki Gdańskiej broniło się co najmniej 225 tyś. żołnierzy. Obaj autorzy wymieniają jednak, że na Helu, na Mierzei Wiślanej i na Żuławach broniło się do końca wojny około 100 tyś. żołnierzy, czyli łącznie z ewakuowanymi w rejonie Zatoki Gdańskiej przebywało około 325 tyś. żołnierzy. Li.czby te nie są jednak pełne, gdyż nie uwzględniają strat zadanych przez wojska radzieckie w zabitych i wziętych do niewoli. Wydają się one jednak wyolbrzymione. Przez podawanie bowiem dużych ilości wojsk ewakuowanych wychwala się rolę Kriegsmarine, zarazem zlatają rzeczywiste straty zadane wojskom hitlerowskim przez radzieckie siły zbrojne. Uwzględniając ilość dywizji niemieckich, straty poniesione przez nie w obranie Gdyni i Gdańska oraz częściową ewakuację wojsk drogą morską, można orientacyjnie określić stan wojsk niemieckich w tym rejonie na około 200 tyś. żołnierzy. Por. C. Bekker, op. cii, 301 i 317;
J. Meister, op. cit., s. 129. !
204


Walki pod Wielkim Kackiem
Bardzo zacięte walki toczyły się także na prawym skrzydle 70 armii, gdzie wspólnie z piechotą nacierały czołgi 3 gwardyjskiego korpusu pancernego gen. Panfiłowa. Szczególnie silny opór stawiały oddziały hitlerowskie przed Wielkim Kackiem. Drogę do tej miejscowości, otoczonej z południa i północy lasem, zamykało od strony zachodniej wzgórze 205,8, położone między drogami z Chwaszcżyna i Koleczkowa. Wzgórze to w systemie obrony niemieckiej odgrywało dużą rolę, górując bowiem nad okolicznym terenem oprócz blokowania drogi do Wielkiego Kacka i Orłowa umożliwiało prowadzenie obserwacji. Dlatego też zostało silnie umocnione. Broniły go 4 żelbetowe bunkry, schrony bojowe i 4 linie okopów, kilka linii zasieków z drutu kolczastego i zagrody minowe przeciw czołgom i piechocie, nie mówiąc już o silnym ogniu artylerii, moździerzy i karabinów maszynowych.
15 marca w południe pod wzgórze podeszła 2 gwardyjska brygada zmotoryzowana z 3 gwardyjskiego korpusu pancernego. Jeden z jej batalionów natarł na niemieckie linie obronne, ale został odparty. Widząc to dowódca 3 batalionu postanowił obejść silnie bronione miejsce, ale i ten zamiar nie powiódł się, gdyż na wschód od Wielkiego Kacka żołnierze radzieccy spotkali się z silnym ogniem artylerii, moździerzy i karabinów maszynowych.
"'Zacięty bój trwał do wieczora, a na wzgórzu wciąż znajdowali się Niemcy. Zachodziła obawa powstrzymania na tym odcinku natarcia. Aby do tego nie dopuścić, gen. Panfiłow do opanowania wzgórza skierował także 18 gwardyjska brygadę pancerną. Natarcie zostało wznowione w nocy. Trzy bataliony 2 gwardyjskiej brygady zmotoryzowanej, wspierane przez czołgi 18 brygady pancernej, obeszły wzgórze i rozpoczęły szturm z trzech kierunków: południowego, zachodniego i północnego. Pierwsza przystąpiła do ataku nacierająca z południa 2 kompania l batalionu zmotoryzowanego, dowodzona przez ppor. Kułakowa. Przeciwnik skoncentrował na niej silny ogień, osłabiając tym samym pozostałe odcinki obrony. Korzystając z tego żołnierze l kompanii, pod dowództwem por. Zadierejewa, rzucili się do przodu i nie zważając na ogień karabinów maszynowych wdarli się w pierwszą linię okopów. Doszło do zaciętej walki wręcz. Wkrótce z pomocą żołnierzom l kompanii
przybyły dwie kompanie 2 batalionu zmotoryzowanego, dowodzone przez kpt. Uwarowa i por. Diejnego. Opór wroga w pierwszej transzei został złamany, a walka wręcz przeniosła się do drugiej linii okopów.
Pod wieczór 16 marca zdobyto trzecią transzeję, ale hitlerowcy bronili się jeszcze na czwartej oraz w czterech żelbetowych bunkrach, rozmieszczonych prawie na szczycie wzgórza. Walki o zdobycie tych bunkrów trwały całą noc i następny dzień. Rankiem 18 marca do działań w tym rejonie przystąpił także 1968 pułk artylerii pancernej. Czołgi i działa pancerne, artyleria i moździerze — wszystko skoncentrowało ogień na trudnych do zdobycia bunkrach, całkowicie niemal je rozbijając.
W południe 18 marca, po trzydniowych walkach, wzgórze zostało opanowane. Załogi bunkrów wraz z uzbrojeniem pogrzebane zostały w gruzach. Żołnierze radzieccy wzięli do niewoli ponad 300 jeńców, zdobyli 10 dział, 16 moździerzy i 20 karabinów maszynowych.
Zdobycie Sopotu i Oliwy
Po zdobyciu wzgórza 205,8 oddziały radzieckie podeszły pod Wielki Kack, ale i tam natrafiły na zacięty opór, zdobywając tę miejscowość dopiero 21 marca. Tego też dnia artyleria radziecka rozpoczęła ostrzeliwać pozycje obronne nieprzyjaciela w rejonie na zachód od Sopotu, a następnego dnia, 22 marca, oddziały 70 armii pod dowództwem gen. Popowa i 49 armii dowodzonej przez gen. Griszina, wspierane czołgami 3 gwardyjskiego korpusu pancernego gen. Panfiłowa przełamały całkowicie opór wojsk niemieckich i w rejonie między Sopotem a Orłowem dotarły do wybrzeża Zatoki Gdańskiej.1 Hitlerowskie zgrupowanie w rejonie Gdyni odcięte zostało od wojsk broniących Gdańska. Wojska radzieckie natomiast przystąpiły do rozszerzania zdobytego przyczółka uderzając na Kolibki i Sopot.
Pierwsze do Sopotu wdarły się 23 marca około godz. 06.00 oddziały dowodzone przez pułkowników Zakondina i Kuźmina. Zaskoczone śmiałym i szybkim uderzeniem oddziały hitlerowskie, zagrożone do tego okrążeniem z zachodu i południa, nie stawiały tym razem większego oporu. Obawiając się okrążenia, po krótkich walkach ulicznych oddziały niemieckie wycofały się do Oliwy.
Walki o Oliwę, prastarą osadę słowiańską, słynną zresztą nie tylko z założonego już w drugiej połowie XII wieku klasztoru przez pierwszych historycznych słowiańskich książąt Pomorza Wschodniego, ale także z pamiętnego zwycięstwa floty polskiej nad szwedzką 28 listopada 1627 r., były bardzo zacięte. Oddziały radzieckie podeszły do Oliwy już 23 marca, a wyzwoliły ją dopiero po dwudniowych, ciężkich bojach w dniu 25 marca.ra


' A.S. Zawjałow i T. J. Ka.liadin, op. cit.,-s, 207, a za nimi autorzy polscy podają chyba niesłusznie, że wojska radzieckie dotarły do wybrzeża Zatoki Gdańskiej dopiero w nocy z 24 na 25 marca. Autorzy ci podają także, że Sopot wyzwolony został w godzinach rannych 25 mar.ca, co tez nie znajduje potwierdzenia w innych źródłach. O wyzwoleniu Sopotu i dotarciu wojsk radzieckich do wybrzeża Zatoki Gdańskiej pierwszą wiadomość podał komunikat wojenny z 23 marca 1945 r. W V tomie „Historii Wielkiej Wojny Narodowej Związku Radzieckiego", wydanym w 1863 r., historycy radzieccy piszą: „Do 22 marca wojska radzieckie przerwały pozycje obronne gdańsko-gdyńskiego rejonu umocnionego w rejonie na zachód od Sopotu, podeszły do wybrzeża Zatoki Gdańskiej, rozdzielając gdansko-gdyńskie zgrupowanie...". Te same daty podawane są w pracach zachodnioniemiec-kich. M. łn. b. hitlerowski generał von Butlar pisze: „22 marca Rosjanie doszli do Sopotu i rozcięli rejon obrony Niemców na dwie części". Por. Komunikat wojenny z-23.03.1945 r. Soobszczenie Sowietskogo Informbiuro. Moskwa 1945; Jstona. Wże-likoj Otieczestwiennoj Wojny Sowietskogo Sojuza 1941—1945. Moskwa 1963, s. 146;
E. Butlar, .Wojnaw Rossiji, (w:) Mirowaja wojna 1939—1945. Przekład z niemieckiego. Moskwa 1957, s. 261; J.F.C. Fuller, Druga wojna światowa 1939—1945. Przekład z angielskiego. Warszawa 1958, s. 497; J. Meister, op. cit., s. 116; C. Bekker, op. cit., s. 254—


Walki na przedpolach Gdyni


Jednocześnie z walkami o Gdańsk toczyły się zacięte boje o Gdynię. Działania bojowe na podejściach do tego miasta prowadziła 19 armia i l gwardyjska armia pancerna wraz z l brygadą pancerną im. Bohaterów Westerplatte. Walki w rejonie pierwszej pozycji obronnej wojsk hitlerowskich zaczęły się już w dniach 12—13 marca. Pozycja ta została przełamana i 13 marca wojska radzieckie dotarły do drugiej, głównej pozycji obronnej. Przełamanie jej nie poszło łatwo. Wojska hitlerowskie uporczywie broniły każdego odcinka. Najzaciętsze walki toczyły się chyba w rejonie Rumii, Zagórza i Janowa. Miejscowości te, przylegające io siebie, tworzyły silnie umocniony węzeł oporu, osłaniający drogę prowadzącą z Wejherowa do Gdyni. Na okolicznych wzgórzach, umocnionłych bunkrami żelbetowymi i polowymi schronami bojowymi, znajdowały się liczne stanowiska artylerii polowej i przeciwpancernej. Podejścia do wzgórz zostały zaminowane. Ponadto przed Rumią ciągnął się głęboki rów przeciwczołgowy.
Walki w tym rejonie trwały przez około 15 dni, od 13 do 27 marca. Przez pierwsze 6 dni walczyła tam także l brygada pancerna im. Bohaterów Westerplatte. Czołgiści polscy kilkakrotnie atakowali pozycje obronne przeciwnika. Ponieważ ataki dzienne nie dawały rezultatów, a pociągały za sobą duże straty, postanowiono przełamać obronę przeciwnika w nocy. Ale i te próby kończyły się niepowodzeniem. Między innymi w nocy z 13 na 14 marca czołgiści polscy, wspierając piechotę radziecką, ruszyli do natarcia wzdłuż szosy. Jednak żołnierze hitlerowscy czuwali. Oświetlili pole walki rakietami i otworzyli silny ogień z dział, moździerzy i karabinów maszynowych. Dowódca polskiej brygady pancernej, płk Malutin, skierował do walki wszystkie czołgi, a ponadto batalion fizylierów. Ale i to nie pomogło. Pod morderczym ogniem hitlerowskim czołgi i piechota posunęły się do przodu zaledwie o kilkadziesiąt metrów i musiały zaniechać natarcia. W zaciętych walkach w rejonie Janowa brygada polska straciła 6 czołgów, l batalion czołgów przestał prawie istnieć, gdyż wszystkie czołgi miał uszkodzone.
Pod Janowem staliśmy sześć dni, — wspomina te walki czołgista l brygady pancernej E. Leszczyński, dziś oficer Marynarki Wojennej — a walki toczyły się dniem i nocą. Nie było chwili wypoczynku. Każdy nasz atak spotykał się z kontratakiem Niemców. Do wałki nie trzeba nas było zachęcać. Do Gdyni było już blisko, zaledwie 12 km, a każdy z nas chciał do niej pierwszy dotrzeć. Do szturmu szli wszyscy. Rannych dowódcy niemal siłą odsyłali na punkty opatrunkowe. Niestety, wielu mych dzielnych towarzyszy broni na zawsze pozostało pod Janowem. Sam podczas jednego z kolejnych ataków zostałem ciężko ranny, a spod ognia artylerii i karabinów maszynowych uratował mnie nasz ofiarny sanitariusz Wawrzyniec Komornicki.1
Zmiana kierunku uderzenia na Gdynię
Dowódca 19 armii gen. Romanowski, po rozpoznaniu obrony niemieckiej, postanowił zmienić kierunek głównego uderzenia swej armii. Z p mocą nacierającym wojskom radzieckim przyszli polscy harcerze z Tajnego Hufca Harcerzy w Gdyni. Począwszy od grudnia 1944 r. zbierali oni wiadomości o niemieckich umocnieniach w rejonie Gdyni i na podejściach do niej, opracowali plan tych umocnień, a następnie dwukrotnie przekazali je wojskom radzieckim. Po raz pierwszy linię frontu z opracowanym planem przekroczyła w połowie lutego 1945 r. łączniczka Mieczysława Pobłocka w Brusach w powiecie Chojnickim. Później plan umocnień skorygowany został nowymi danymi i łączniczki Hufca Irena Maśkiewicz i Felicja Grzebyta1, po przedarciu się przez linię frontu, dostarczyły go 11 marca szefowi wydziału rozpoznawczego 165 dywizji radzieckiej płk. Kostrowowi.
Dane zawarte w planie oraz wiadomości uzyskane przez radzieckich zwiadowców, poparte częściowo zeznaniami jeńców, pozwoliły dowództwu radzieckiemu ustalić, iż obrona hitlerowska jest stosunkowo najsłabszą. w rejonie na południe od Dęptowa. Ponadto ukształtowanie terenu bardziej odpowiadało natarciu. Ale i tam oddziały hitlerowskie stawiały zacięty opór. Gen. Romanowski skierował dodatkowo do tego rejonu dywizję, a od 15 marca wszystkie jednostki z drugiego rzutu nacierających korpusów. Nacierające oddziały radzieckie zdołały w ciężkich bojach posunąć się zaledwie 1,5—2 km do przodu. Ataki ich spotykały się z częstymi kontratakami. Wreszcie 17 marca obrona niemiecka została przełamana. Oddziały radzieckie wbiły się w nią najpierw dwoma wąskimi klinami w rejonie Zagórna i Chwarzna, a następnie zaczęły rozszerzać utworzone wyłomy. Największe sukcesy w dniach od 17 do 23 marca uzyskały wojska 134 korpusu armijnego w rejonie Chwarzna, sąsiadujące z .lewym skrzydłem nacierającej w kierunku Sopotu 70 armii. Po sześciu dniach zaciętych walk dotarły one w rejon zachodniej części Orłowa, otaczając Gdynię od południa.


Walki pod Małym Kackiem
23 marca doszło do zaciętej walki w rejonie na zachód od Małego Kacka. Znajdował się tam punkt oporu, broniony przez batalion piechoty, wsparty artylerią i moździerzami. Stawiał on niespodziewanie silny opór nacierającym jednostkom 313 dywizji piechoty, ale został przez nie całkowicie rozbity. Początkowo obronę przeciwnika próbowali przełamać żołnierze 1070 pułku piechoty, lecz kilkakrotne ich ataki nie dały rezultatu. Dowódca pułku pozostawił więc w rejonie broniącego się oddziału hitlerowskiego jeden batalion, a pozostałymi dwoma nacierał w kierunku na Mały Kack. Pod wieczór dowódca 313 dywizji, w celu szybszej likwidacji hitlerowskiego punktu oporu, wyznaczył jeszcze jeden batalion ze składu 1068 pułku piechoty. Po zapadnięciu zmierzchu bataliony te zajęły pozycje wyjściowe do natarcia, podchodząc na odległość 50—60 m do linii obrony przeciwnika. Przez pół godziny żołnierze "radzieccy w całkowitej ciszy przebywali w bezpośredniej bliskości wroga, aż wreszcie na umówiony sygnał ruszyli do szturmu, nie oddając przy tym ani jednego strzału i nadal zachowując ciszę. Przeprowadzony w ten sposób atak uwieńczony został powodzeniem. Żołnierze radzieccy spadli jak gdyby z nieba, całkowicie zaskakując przeciwnika. Doszło do zaciętej, lecz krótkiej walki wręcz. Z batalionu hitlerowskiego ocalało tylko 57 żołnierzy, którzy dostali się do niewoli.
W walkach w rejonie Małego Kacka uczestniczyli także czołgiści polscy. l brygada pancerna im. Bohaterów Westerplatte, po sześciodniowych zaciętych walkach pod Janowem, otrzymała 17 marca w godzinach popołudniowych rozkaz przejścia w rejon Łężyc i rozpoznania tam systemu obrony przeciwnika, w celu ustalenia możliwości przedarcia się w rejon Chyloni!. Nie zwlekając, czołgiści polscy natychmiast udali się w drogę. Zawrócili do Redy i Wejherowa, a następnie przez Zamek, Nowy Dwór, Koleczkowo i Głodówko z olbrzymimi trudnościami przedostali się do Łężyc. Marsz odbywał się w nocy, po rozmokłych i błotnistych drogach, częściowo specjalnie zniszczonych przez cofające się oddziały hitlerowskie, częściowo zaś gąsienicami czołgów i ciągników wojsk niemieckich, a później radzieckich. Czołgi jeszcze dawały sobie radę, ale samochody grzęzły po osie w błocie.
Po ciężkim całonocnym marszu brygada skoncentrowała się w rejonie na południe od Łężyc i stamtąd ruszyła do walki wspólnie z radziecką dywizją piechoty. Niestety i w tym rejonie napotkano na silny opór przeciwnika, który zajmował pozycje obronne w rejonie wzgórza 165.0. Pierwszy ruszył do boju 3 batalion czołgów dowodzony przez mjr. F. Awchaczewa. Spotkał się on z silnym ogniem, prowadzonym przez okopane i dobrze zamaskowane czołgi hitlerowskie. Również pozostałe oddziały brygady natrafiły na silne przeciwdziałanie. Nie było innej rady, jak po ustaleniu stanowisk ogniowych nieprzyjaciela wycofać się na pozycje wyjściowe. Tak też uczyniono. Tego samego dnia brygada została wyłączona ze składu l gwardyjskiej armii pancernej i podporządkowana dowódcy l gwardyjskiego korpusu pancernego gen. Panowowi. Wieczorem 18 marca brygada przeszła w rejon Rogalewa i tam do 23 marca przebywała w drugim rzucie korpusu. W dniu tym gen. Panów skierował ją w rejon Wielkiego Kacka. Oddziały radzieckie likwidowały tam ostatnie punkty oporu hitlerowskiego, a czołgiści polscy dzielnie im w tym pomogli, rozbijając na wzgórzu 168.0 dwa działa pancerne typu „Ferdynand’. Przed nią ciągnął się drugi, główny pas obrony gdyńskiego rejonu umocnionego, osłaniający podejścia do Gdyni od strony południowej. O przełamanie go zacięcie walczyły już oddziały radzieckie. Do boju włączyli się także czołgiści polscy.
Przez cały dzień czołgi polskie wspólnie z radzieckimi walczyły z artylerią hitlerowską i okopanymi działami pancernymi. Przeżyliśmy tam ciężkie chwile — wspomina ten dzień uczestnik walk por. J. Miazga. — Niemcy ostrzeliwali nas z artylerii i pociskami z dział okrętów wojennych. Przetrzymaliśmy kilka ataków artyleryjskich. Podczas jednego z nich zginął dzielny oficer chor. Rieżnik. Pochowaliśmy go obok jego czołgu. Pod wieczór dotarliśmy do niemieckich pozycji na odległość około 200 metrów, ale dalej do przodu nie można się było posunąć. Nocą pod-kradli się do nas fizylierzy i chcieli nas zlikwidować. Obrona nasza była jednak dobrze zorganizowana. Nie pozwoliliśmy się zaskoczyć i odparliśmy kilkakrotne ataki..1
Walki w rejonie Małego Kacka trwały całą noc. Rankiem 25 marca żołnierze 1070 pułku z 313 dywizji piechoty, wspierani ogniem czołgów polskich, po silnym przygotowaniu artyleryjskim wykonali zdecydowany atak, którego oddziały hitlerowskie nie wytrzymały. Mały Kack został zdobyty, a wkrótce po nim Witomino. Główny pas obrony hitlerowskiej został przełamany. Rozpoczęły się bezpośrednie walki o wyzwolenie Gdyni.
Szturm na Gdynię
Szturm na Gdynię wyznaczony został na dzień 26 marca. Miały go wykonać jednostki 19 armii gen. Romanowskiego przy wsparciu l gwar-dyjskiego korpusu pancernego gen. Panowa i podporządkowanej mu l brygady pancernej im. Bohaterów Westerplatte. Działająca dotąd na kierunku gdyńskim l gwardyjska armia pancerna gen. Katukowa, po przełamaniu obrony hitlerowskiej na przedpolach Gdyni, zaczęła wycofywać się z walk i koncentrować w rejonie Luzina, Łebna i Szemudu, gdyż od 27 marca podporządkowana została ponownie dowódcy l Frontu Białoruskiego marsz. Żukowowi i szybkim marszem miała dotrzeć do Odry.
W poniedziałek 26 marca otaczające Gdynię i jej przedmieścia jednostki 19 armii ruszyły do natarcia. Wojska radzieckie likwidując kolejne punkty oporu wroga wdarły się do Rumii, Chyionii i Grabówka. Nacierające z południowego zachodu oddziały 310 i 313 dywizji piechoty, wspierane przez czołgi polskie, opanowały Redłowo, docierając do ulicy Kaczewskiej. Pod szybkimi uderzeniami wojsk radzieckich obrona niemiecka niemal w oczach kruszała. Żołnierze hitlerowscy stracili ostatecznie nadzieję utrzymania miasta.
Przełom w walkach o Gdynię
W nocy z 26 na 27 marca nastąpił wyraźny przełom w walkach. Kontrataki wojsk hitlerowskich stały się rzadsze, a zmuszani do nich żołnierze coraz liczniej poddawali się do niewoli. Pododdziały mające bronić kompleksów zabudowań również nie przejawiały większej chęci do walki i po okrążeniu dość często rezygnowały z oporu. Oficerowie hitlerowscy za wszelką cenę starali się przywrócić porządek, ale wysiłki ich były daremne. W takiej sytuacji dowództwo niemieckie f zmuszone było rozpocząć ewakuację garnizonu gdyńskiego, ale jednocześnie na linię frontu skierowano najbitniejsze, zahartowane w bojach oddziały, nakazując im możliwie jak najdłużej bronić miasta i osłaniać ewakuację stosunkowo dużej ilości wojska.
Tymczasem jednostki radzieckie w nocy z 26 na 27 marca intensywnie przygotowywały się do walk. Spodziewając się silnego przeciwdziałania, w jednostkach organizowano grupy szturmowe, podciągano pod miasto artylerię, nie wyłączając ..katiusz", a saperzy zajęli się usuwaniem min, zasieków i barier. We wtorek 27 marca w godzinach rannych walki wznowiła artyleria. Po ostrzelaniu ukrytych stanowisk ogniowych na przednim skraju obrony hitlerowskiej do ataku ruszyły czołgi i piechota. Czołgiści polscy natarli na południową część miasta, między torami kolejowymi a witomińskimi wzgórzami, aby następnie skręcić na wschód i wyjść u podnóża Wzgórza Nowotki na autostradę prowadzącą do Gdańska. Tuż przed zabudowaniami miejskimi idący na przedzie czołg „T-34", dowodzony przez por. Miazgę, wszedł na minę bądź też trafiony został pociskiem artyleryjskim w gąsienicę.
Czołg —• wspomina te chwile Miazga — został uszkodzony. Nie wiem dokładnie, jak to się stało, w każdym razie gąsienica była zerwana. Trzeba było mieć naprawdę pecha, tyle razy bowiem człowiek marzył p dotarciu do morza, a tu w najgorętszym momencie, kilkaset metrów od upragnionego celu, uszkodzona maszyna. Poderwałem załogę do naprawy gąsienicy. Wraz ze mną wyskoczył mechanik-kierowca sierź. Ciepły, radiotelegrafista szerz. Zinowiew i ładowniczy kpr. Subocz. Dzielna to była załoga. Jeszcze nie stanąłem dobrze na ziemi, a już ze wszystkich stron zaczęły do nas prażyć karabiny maszynowe. Niemcy byli z przodu i z tylu, a my pośrodku. Spojrzałem na zerwaną gąsienicę i w tym samym niemal momencie poczułem w piersiach silne ukłucie. Przestrzelili mi płuca. Prowadzony do nas ogień z każdą sekundą wzmagał się. Trzeba było się bronić. Wyciągnięliśmy więc z czołgu karabin maszynowy, wskoczyliśmy do okopu i stamtąd długimi seriami zaczęliśmy razić nieprzyjaciela. Niestety, moja-, walka trwała już krótko. Szybko traciłem siły,
1 J. Miazga, Od Lenino do Gdańska z Brygadą Pancerną im. Bohaterów Westerplatte. Relacja w Wydziale Historycznym Marynarki Wojennej w Gdyni, s. 25.


1 W akcji tej, oznaczonej kryptonimem „B-2", brali także udział: oficer Armii Krajowej por. J. Joachimczyk, ppor. St; Kaczmarek, J. Górecki, J. Pociejko, J. Wawrzyńczyk, J. Walkusz; w zestawieniu planu umocnień uczestniczyły trzy tajne drużyny harcerskie, kierowane przez Z. Tanasia, S. Nickiego i B. Szymań-skiego, a koordynacją prac zajmowali się por. J. Joachimczyk oraz hufcowi E. Smierzchalski i J. Wawrzyńczyk. Por. L. Lubecki, Ruch oporu na Pomorzu Gdańskim w latach 1939—1945. Gdańsk 1961, s. 49—50; Z. Tanaś, Akcja „B-^, Tygodnik Katolicki nr 13 z 28.03.1965 r.o-
1 E. Leszczyński, Wspomnienia z walk w l Brygadzie
E. Obertyński, W uwolnionej Gdyni i wyzwolonym Gdańsku. „Zwyciężymy"
nr


Ostatnio zmieniony 24 sty 2005, 03:01 przez Gladar, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
Post: 24 sty 2005, 00:00 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 lis 2004, 01:49
Posty: 134
Lokalizacja: Sopot
Dzięki Gladar.
Moje pytanie miało na celu uściślenie pewnych faktów. Zastanawiałem się nad transzeją i stanowiskami biegnącymi od starej leśniczówki. Po drugiej stronie wzgórza wygląda na zdrowo postrzelany teren z jakiejś artylerii.
Jest to pojedyńcza transzeja więc wygląda to na drugą linię i wiem że w tamtym rejonie Niemcy kontratakowali kilka razy. Przed zapuszczeniem się z wykrywaczem chciałem po prostu sprawdzić co i jak w tamtej okolicy.
Jeżeli chodzi o Sopot to znalazłem kilka miejsc gdzie teoretycznie nic się nie działo a stanowiska po ckm-ach roiły się od łusek a cały teren aż nasączony jest odłamkami i to takimi joptwoju mać. A tak z innej beczki i trochę nie na temat, czy ktoś wie po jaką cholerę postawiono tę wieżę transmisyjną na wzgórzu w okolicach osiedla Przylesi w Sopocie. Coś mi się obiło o uszy, że to chodziło o jakiegoś wysokiego komucha, coby miał połączenie z KC PZPR.
Jeszcze raz dzięki Gladar.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
Post: 24 sty 2005, 21:15 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 wrz 2004, 17:22
Posty: 519
Lokalizacja: Gdańsk-Morena
Witam,

Gladar przeczytałem uważnie przytoczone fragmenty Kosiarza bo przyznam szczerze, że tej publikacji nie znałem.
No ale jakbym czytał Flisowskiego, znowu pełno tych „żelbetowych bunkrów”. Hmm, chyba znowu autor opierał się na wspomnieniach rosyjskich generałów bo ja żadnego schronu bojowego jak na razie w terenie nie znalazłem. A może one gdzieś tam są tylko ja zbyt słabo szukam ;-) Może ktoś coś znalazł ??

Alkali

P.S.
Nie chodzi mi tu o betonowe schrony dalmierzy baterii przeciwlotniczych marynarki tylko o schrony bojowe lub bierne piechoty.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
Post: 24 sty 2005, 22:56 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 21 sie 2004, 09:54
Posty: 1175
Lokalizacja: Gdynia
I chyba nie znajdziesz!
Przeczytaj w "gdzie szukać" o górze Donas.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
Post: 25 sty 2005, 13:26 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 wrz 2004, 17:22
Posty: 519
Lokalizacja: Gdańsk-Morena
Witam,

panzerule pisze:
I chyba nie znajdziesz!
przeczytaj w "gdzie szukac" o gorze Donas


Tak, tak, temat znam bo sam jakieś trzy grosze tam naskrobałem.
A co do schronów to nie popadajmy w taki pesymizm. Coś tam Niemcy jednak pobudowali. Kto zdarł kilka par butów w terenie ten wie, że w Gdyni jest co najmniej jeden schron pod wieżę czeskiej Skody 35 lub 38.

Poruszając temat chodziło mi o to, że czytając opracowania osób uznawanych swego czasu za autorytety nie zorientowany czytelnik dojdzie w końcu do wniosku iż wokół Gdyni stworzono coś na kształt zminiaturyzowanego Wału Pomorskiego. To jak z tym żubrem z reklamy co to czai się niemal za każdym rogiem ;-) Tam żubr, a tu co krok wyskakuje jakiś "bunkier".

Nie ujmując nikomu ale skoro w tej materii autorzy, świadomie lub nie, popuścili wodze fantazji to pod wątpliwość można także poddać rzetelność innych opisów dotyczących walk o Trójmiasto w 1945 r.

Pozdrawiam,
Alkali


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
Post: 25 sty 2005, 15:25 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 lis 2004, 01:49
Posty: 134
Lokalizacja: Sopot
Jeżeli chodzi o źródła to czy ktokolwiek wie gdzie są wszystkie książki z likwidowanych jednostek wojskowych? Pamiętam, że można było oczywiście pod specjalnym nadzorem, poczytać prawdziwe rarytasy, tyle że w czytelni bibliotecznej. Było tam wszystko na temat schronów, ziemianek, okopów i to wszystko albo polskiego autorstwa albo tłumaczenie z rosyjskiego. Poza takimi perełkami w każdej szanującej się bibliotece garnizonowej było coś na kształt izby pamięci i też pamiętam (człek był młody i głupi) kilka książek, tyle że nie pamietam tytułów, na temat walk w 1945 na Pomorzu. Może zdradzam jakąś tajemnicę poliszynela ale szczególnie do Gladara, jeżeli masz troche czasu to sprawdź te źródła. Dzięki tym postom przypomniałem sobie gdzie można coś takiego trafić i co ciekawe, były tam takie jakby zeszyty ale normalnie drukowane, tematyczne i tak na oko to 1-1.5 m bieżącego.
Sam uderzę w te miejsca i wam także radzę to zrobić, myślę że dla każdego o ile jeszcze te książki istnieją, starczy.
Jeżeli coś wiecie więcej na ten temat to napiszcie bo chyba nie jest to taka wielka tajemnica a na pewno nie ma nic wspólnego z tajemnicą wojskową. Miłego szukania :twisted: .


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
Post: 27 sty 2005, 18:11 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 lis 2004, 01:49
Posty: 134
Lokalizacja: Sopot
Właściwie to tak sobie myśle, że gdzieś musieli wywieźć te wszystkie książki po wyjściu z jednostek. Może są już spalone albo oddane na makulaturę :?: Kurcze, szkoda :!: :!: :!: :!: :!:
Na różnych forach słyszę pytania w stylu "gdzie można znaleźć opis budowy transzei, dołów strzeleckich itd,itp" a tam wszystko było.
Jeszcze raz szkoda :!: :!: :!: :!: :!:


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
Post: 08 sty 2007, 21:56 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 sie 2004, 11:40
Posty: 915
Lokalizacja: Gdańsk
Natomiast stanowczo potwierdzam, że niemieccy "spadochroniarze" walczyli przy Młynie Prochowym - tak, to był ich odcinek.

Relacja tego dziadka może być interesująca. Czy on mówił o niemieckich żołnierzach czy o "spadochroniarzach"? Moja wiedza uległa znacznemu poszerzeniu. I nazywanie tej jednostki "spadochroniarzami" wydaje się być co najmniej żartobliwe, no chyba że któryś z nich repetował klasę :lol:

M.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
Post: 09 sty 2007, 18:01 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 mar 2005, 18:29
Posty: 2629
Lokalizacja: Gdańsk-Brętowo :)
Mówił mi o "elitarnych żołnierzach niemieckich", na to ja go zapytałem "SS czy spadochroniarze"? i wtedy wymówił tą twoją nazwę, feldjarm... coś tam dalej. Gościu mieszkał tu przed wojną, tak więc dobrze zna niemiecki i zna znaczenie tego słowa. Mówił, że w 1945 roku wieloktronie o nich mówiono w kontekście ich zażartej obrony właśnie w tej dolinie. Los tych, którzy się poddali po zakończeniu walk był według niego tragiczny.

Relację potwierdza także mój dziadek od strony matki, który w 1945 roku przyjechał do Gdańska i zaczął pracę na odbudowanej kolei PKP. On z kolei jak zapytał go o tą dolinę to powiedział, że tam się bronili tacy "wściekli Niemcy", z jakiejś doborowej jednostki.

Aha, obydwaj panowie zgodnie stwiedzili, że Rosjanie stracili kilkadziesiąt czołgów w tej dolinie, od ognia dział ppanc, panzerfaustów oraz ustawionych 3-4 czołgów typu Pzkmf IV oraz Panter, które były bez paliwa i służyły jako okopane działa. Nic nowego, ale potwiedza znaną wersję. Główny punkt natarcia Rosjan to według nich obecna ul. Spacerowa, ale tam ciężko szło i czołgi wpadały na miny.

ps. pancerfausty, pociski od kultowej 88 w Dolinie leżą do dziś - ostatnio dwa razy z Tczewa saperzy tam je wyciągali według naszych wskazań, zgłaszanych przez mieszkańców spacerujących okolicami.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
Post: 10 sty 2007, 10:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 sie 2004, 11:40
Posty: 915
Lokalizacja: Gdańsk
Bardzo ciekawa relacja, Ponury.
Faktycznie, na tym odcinku Rosjanie stracili ok. 25 czołgów tylko od ognia "środków ppanc bliskiego dystansu" - za co 73.ID została wyróżniona z nazwy w komunikacie dziennym OKW. Ponadto swoje żniwo zebrał czołg (zwany przez samych Niemców Tygrysem - prawdopodobnie KT), okopany w Dolinie Świeżej Wody, wśród stanowisk Fallschirmjaeger-ów.
Teraz kilka słów o nich samych, jako że relacja Twojego świadka pozostawiła pewien ślad w jego świadomości... Tak naprawdę to nie byli prawdziwi spadochroniarze. W większości bardzo młodzi ludzie, bez jakiegokolwiek przeszkolenia spadochronowego. Należeli do uzupełnień dywizji spadochronowo-pancernej Hermann Goering (Luftwaffe) i tak naprawdę nie mieli nic wspólnego ani ze spadochronami ani z wojskami pancernymi. Sami siebie zwali natomiast dumnie spadochroniarzami - "Fallschirmjaeger". Wśród młodzików byli wszakże pojedynczy żołnierze z doświadczeniem wyniesionym z prawdziwych jednostek spadochronowych. Trzeba podkreślić, że stosunkowo niedoświadczeni młodzi nie-spadochroniarze bili się bardzo twardo i nieustępliwie. Czuli się elitarni i tak też walczyli. Często zdarzało się tak, że swoje stanowiska musieli opuścić z powodu tego, że sąsiadująca z nimi na linii frontu jednostka Wehrmachtu "popuściła" i sytuacja groziła odcięciem drogi odwrotu. W Dolinie Świeżej Wody siedzieli chyba coś ze 6 dni, co mogło wydawać się mieszkańcom Oliwy nie lada wydarzeniem. Ostatniego dnia, bodaj 24.marca, walki przeniosły się w sąsiedztwo Młyna Prochowego.

Pozdrowienia,
M.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
Post: 10 sty 2007, 19:00 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 lis 2006, 11:39
Posty: 827
Lokalizacja: Gdańsk
Witam ryjąc w okolicy Młyna Prochowego odniosłem wrażenie że Niemcy prowadzili tam coś w rodzaju obrony ruchomej. Są oczywiście ładne transzeje, śliczne wielkie stanowiska na jakiś cięższy sprzęt ale poza odłamkami i łuskami od różnych rodzajów broni lekkiej, pustka.
Wygląda to tak jakby zajmowano pozycję tylko do walki. Kolesie się poprztykali z Ruskimi i po całej strzelance na kwatery. Obrona i odskok, obrona i odskok. Rannych i zabitych na tyły, sprzęt nadający się do walki
ze sobą i tak w kółko. W ziemiankach chyba poza strażą nikt nie mieszkał
cała sieć umocnień pustoszała po walce i na pewno na czas artyleryjskiej nawały. Co ciekawego trafiłem w okolicy młyna trochę łusek od Lugera p08, tak jakby walka rozgrywała się na minimalnych odległościach. Gdyby w ziemiankach żyli przez około 6 dni, byłyby jakieś trafienia chociażby drobiazgów/guziki, tubki/ śmieci. Po wojnie nikt nie ponosiłby nawet tego. Tak że myślę iż spadochroniarze kwaterowali gdzieś na tyłach.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
Post: 11 sty 2007, 16:45 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 lis 2004, 01:49
Posty: 134
Lokalizacja: Sopot
No właśnie się zastanawiam nad terminem "w okolicy". Po pierwsze jak tak pomyśleć to dlaczego młyn wraz z zabudowaniami leżącymi od niego jakieś 50 m nie spłonął a po drugie to jak się oni mogli ganiać tam w okolicy?? Już wspominałem że to bagienko było kiedyś piekną łąką a wzgórze na prawo od młyna trzymało w szachu wszystko co szło przez polanę. Jeżeli by się tak ganiali to z tego ganiania po jednym dniu byłby jakiś taki na 300-400 ciał mały stosik i to tylko z "giermańskiej" strony. Tak na moje oko to chłopaki siedzieli już na wzgórzu i cześć a jak się wycofali to się postrzelali przy wycofywaniu i to by było na tyle. Wydaje mi się że gdyby już sowieci wleźli na wzgórze to byłoby po zawodach bo droga do Oliwy praktycznie zostałaby otwarta. Nie rozumiem jak wyglądała obrona w tym rejonie, z jednej strony masę okopów i stanowisk dla ckm-ów i ręcznego p.panc a z drugiej możliwość położenia ognia na ten teren które mogło zdziesiątkować obrońców.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
Post: 11 sty 2007, 17:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 mar 2005, 18:29
Posty: 2629
Lokalizacja: Gdańsk-Brętowo :)
Być może Rosjanie atakowali z jednej strony Renuszewo dużymi siłami, w okolicy Młyna raczej samo rozpoznanie, a pozostałe silne ataki poszły drogą koło "Diabelskiego Kamienia", drogą asfaltową (wtedy brukową) obok, następnie na pozycje koło Złotej Karczmy i w dół obecną ul. Słowackiego, gdzie zatrzymał atak dopiero wysadzony wiadukt. W lesie pomiędzy Matemblewem a Doliną Radości są także conajmniej dwie linie transzei, działobitnie, nadal dużo dołów po bombach lotniczych, bardzo dużo odłamków bomb i pocisków w ziemii. Szczególnie moździeżowych, co dziwe po co w środku lasu by spadały takie pociski. Wujek opowiadał mi, że po wojnie był tam niemałe pobojowisko, kilkoro dorosłych dzieci zginęło od niewypałów i min. A dzieci starszono aby nie chodziły do tego lasu, bo tam miały straszyć duchy Niemców :) Saperzy z tego lasu podobno bardzo dużo różnego żelastwa wywieźli.

Ale jak wiemy to i tak był pikuś w porównaniu z atakiem, który wyszedł na Gdańsk od strony Sopotu. To był główny kierunek uderzenia i na nim Rosjanie skupili większość sił.


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
Post: 13 sty 2007, 23:06 

Rejestracja: 02 wrz 2004, 22:23
Posty: 6
Lokalizacja: Gda
Przy Spacerowej znalazłem gogle. Skóra ma fioletowy(jasno niebieski) kolor, na O...okreslili jako Luftwaffe. Czy ona mogła być po owych "spadochroniarzach :?:


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
Post: 29 sty 2007, 15:09 
Bardzo zainteresował mnie ten temat gdyż wiele zawartych w nim informacji wyjaśniło mi pare spraw.
Co do formacji spadachroniarzy broniącej Oliwy-wiem jedno kwaterowali w dwóch miejscach
-niedaleko szpitala Gruźliczego(były tam stajnie oraz dwa domy gospodarcze-na samym skraju lasu-dzisiaj sladu po tych zabudowaniach nie ma ale sam jako mały chłopiec ganiałem tam na początku lat 60)przy ulicy Czyżewskiego
-na ulicy Kwietnej-stary dworek zaraz za pierwszym stawkiem
Co do lini obronnych tej części Lasów Oliwskich to jeszcze w 70 latach saperzy likwidowali kilka stanowisk w okolicach wzgórza w Renuszewie.
Ziemianki i bunkry ciągneły się od ulicy Smolnej w Sopocie do wysokości Pachołka w Oliwie.
Na Stadionie lesnym w Oliwie(teren dzisiejszego Zoo)przy ulicy Spacerowej były stanowiska artyleryjskie oraz skład amonicyjny.
Na wzgórzu ponad Renuszewem były okopane czołgi które z opowiadań Moich rodziców kilka razy odparły Rosjan z tego rejonu.
Znam kilka zapomnianych miejsc gdzie można by było poszperać lecz z uwagi na mój wiek to już nie dla Mnie( szkoda że 30 lat temu człowiek nie miał takiego sprzętu jak jest teraz)
Co do losu tych spadachroniarzy to Rosjanie rozstrzelali rannych Niemców za ich kwaterą na Kwietnej.
Ci co wycofali się wysadzili wiadukt kolejowy nad ulicą Polanki.
Gwoli scisłości wielu z tych żołnierzy to sformowany w naprędce oddział składający się z lotników oraz obsługi naziemnej lotniska we Wrzeszczu.
Musieli ostro zajść Rosjanom za skórę bo szukali zaciekle członków tej formacji zaraz po kapitulacji.
Pozdrawiam


Na górę
  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
Post: 29 sty 2007, 16:23 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 sie 2004, 11:40
Posty: 915
Lokalizacja: Gdańsk
Darkan pisze:
Gwoli scisłości wielu z tych żołnierzy to sformowany w naprędce oddział składający się z lotników oraz obsługi naziemnej lotniska we Wrzeszczu.

Potwierdzam! Dołączyli oni do spadochroniarzy z HG bodaj 18 lub 19. marca i stanowili ich uzupełnienie. Jest na to ustna relacja.

Witamy na forum i dzięki za podzielenie się swoimi spostrzeżeniami!

M.

P.S. Nigdy nie jest za późno na nowe hobby :)


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
Post: 29 sty 2007, 17:03 
emerytowany admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 sie 2004, 17:53
Posty: 3940
Lokalizacja: Gdynia
Dzięki Darkan za świetne informacje. Dziś niezwykle trudno jest znaleźć naocznych świadków tamtych wydarzeń, czy też osoby posiadające informacje z pierwszej ręki. Twój opis jest doskonałym uzupełnieniem informacji zawartych w literaturze.
Co do sprzętu - chyba większość z nas w kółko to powtarza "ech... gdybym 10 lat temu miał taki sprzęt jak dziś". Z roku na rok jest coraz gorzej, ale nie warto patrzyć się wstecz, trzeba działać póki można :)


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
Post: 19 lut 2007, 20:26 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 lis 2006, 11:39
Posty: 827
Lokalizacja: Gdańsk
Tak dla podgrzania atmosfery wygrzebałem na odkrywcy, co do obecności kolesi od spadochronów w lasach oliwskich
http://www.odkrywca.pl/forum_pics/picsforum19/tr.jpg piszą że znalezione na Spacerowej.


Załączniki:
tr.jpg
tr.jpg [ 70 KiB | Przeglądany 3144 razy ]
Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
Post: 20 mar 2007, 23:11 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 mar 2007, 22:02
Posty: 74
Lokalizacja: Gdańsk
Beaviso - tych czołgów zniszczono dokładnie 24 a 25 marca podano to w komunikacie OKW. Poza tym obszar na którym je zniszczono jest bardzo duży bo od okolic Wielkiej Gwiazdy do okolic Spacerowej. Więc nie dotyczy tylko Doliny Świeżej Wody. Obszar ten podlegał 73 ID lecz walczyły tam także inne jednostki. Z kolei "drapieżny kotek" z pozycji żołnierzy HG bo tak ich należy określić zniszczył 12 sowieckich czołgów w ciągu kilku dni swojego tam przebywania.
Pozdrawiam


Na górę
 Wyświetl profil  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 36 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group